Początek naszej przygody

Cześć! Nazywam się Piotr Węglarz i jestem jednym z “ojców założycieli” Wielkich Zabaw. Na wstępie chciałem zaznaczyć, że nie jestem wielkim pisarzem, ale bardzo chciałem się z Wami podzielić opowieścią z naszej pierwszej imprezy. A więc zaczynajmy!

Nasz pierwszy event, na którym pokazaliśmy wielkoformatowe produkty do zabawy, to festyn parafialny. Tak, wiem. Nie brzmi to jak wielka impreza, na której pojawią się miliony dzieci, ale spowodowanie uśmiechu na twarzach nawet kilku najmłodszych w zupełności nam wystarcza. Otrzymaliśmy zaproszenie dzięki teatrowi improwizacji To Mało Powiedziane, który wystawiał spektakl Improszkraby. Jestem także członkiem tej grupy teatralnej.

Nie mieliśmy wiele czasu na przygotowania. Do festynu zostało kilka dni, a my nie mieliśmy gotowych jeszcze wszystkich produktów. Mimo wszystko stanęliśmy do wyścigu z czasem, a w dodatku dołożyliśmy sobie pracy, dorzucając do atrakcji dodatkową grę – spersonalizowane memory, które spodobałoby się księdzu organizującemu piknik. Jak to mówią: „Jeśli masz dać z siebie sto procent, daj sto dwadzieścia”.

Przy ogromnym wysiłku, kilku nieprzespanych nocach i wielu kubkach z kawą poradziliśmy sobie z tym zadaniem. W ten sposób dzień przed eventem mieliśmy gotowych pięć wspaniałych produktów. A były to:

Memory ze świętymi tak spodobało się uczestnikom, jak i nam samym, że zostało na stałe dodane do naszej oferty.

Nastał niedzielny poranek. Sami zdziwiliśmy się, że tak wielkopowierzchniowe produkty spokojnie zmieściły się do jednego auta. Podjechaliśmy pod kościół pod wezwaniem bł. Czesława i tutaj spotkało nas kolejne zaskoczenie. Przyjechaliśmy na miejsce godzinę wcześniej, by na spokojnie wszystko przygotować, a byliśmy gotowi w 5 minut! Naprawdę wiele można się dowiedzieć, testując własny produkt. Polecam to każdemu!

Wybiła godzina dziesiąta. Na horyzoncie pojawili się pierwsi uczestnicy festynu, a wśród nich wiele dzieci. Bardzo się ucieszyłem. Z początku widziałem w ich oczach niepewność. Nie znały jeszcze takiej formy rozrywki, więc podeszły do niej z rezerwą. Na szczęście jesteśmy osobami, które mają duże doświadczenie w pracy z dziećmi i szybko przekonaliśmy je, że warto spróbować. W mgnieniu oka przy grach pojawiło się mnóstwo kolejnych dzieci. Nie zdążyliśmy się obejrzeć, a one już same korzystały z gier.

Dorośli zaczęli bawić się razem z dziećmi. Nawet księża przyłączyli się do zabawy i starali się wygrać z najmłodszymi w “Świętego Odgadniętego”. Był to dla nas bardzo ważny sygnał, że nie powinniśmy się skupiać tylko na dzieciach, lecz na całych rodzinach. Najczęściej na festynach pojawiają się głównie dmuchańce. Jest to wspaniała rozrywka dla dziecka, ale nie pozwala dorosłym dołączyć do zabawy, a w dodatku powtarza się praktycznie na każdym evencie.

Ujęły mnie też bardzo cztery dziewczynki, które gdy tylko zakończyły grę w „Detektywa Jacka”, wracały na start gry planszowej i zaczynały od nowa. Zastanawiałem się, ile można grać w jedną grę… Ale najwidoczniej nawet cztery godziny to nie problem!

Byliśmy bardzo zadowoleni, że nasze produkty cieszyły się wielkim zainteresowaniem, ale co ważniejsze, że przyprawiały dzieci o uśmiech, który nie znikał z ich twarzy tego dnia.

Kończąc event, spakowaliśmy sprzęt tak szybko, jak go rozłożyliśmy i z poczuciem satysfakcji wróciliśmy do domów. Nie każdy event musi być jako podróż na Malediwy by czerpać z niego satysfakcję. Najważniejsze, by klient, a w szczególności ten najmniejszy klient, był zadowolony!